GDY NO PASARAN! ZNACZY SŁAWA UKRAJINI!

Kiedy anarchiści śpiewają hymn narodowy, bandyci, szmuglerzy i mordercy określają się mianem antyfaszystów, w ciągu kilku lat znikają olbrzymie góry, a na mapach pojawiają się jeziora, my z samej przyzwoitości powinniśmy napluć w twarz człowiekowi, który podpalił ukraińską flagę.

W Polsce niewątpliwie brakuje poważnej, eksperckiej dyskusji dotyczącej bieżącej sytuacji na Ukrainie. Nawet jeśli mainstreamowe media poruszają ten temat, pokazują go jako abstrakcyjne zjawiska pozbawione przyczyn. To nie dziwi. Niestety również środowisko anarchistyczne przez długi czas nie chciało odnieść się do wydarzeń na Ukrainie w bardziej zdecydowany sposób, niż zbywając temat banałami o tym, że państwo zawsze jest opresją. Tylko nieliczne grupy wyraźnie określiły swoje stanowisko, ale jedynie infantylnie i bezkrytycznie powielając nadęte „antyfaszystowskie” manifesty.

Zdystansowanie wobec wydarzeń mających realny wpływ również na sytuację w Polsce przypominało raczej strach przed rzeczywistością. Fakty odbiegają bowiem od schematu strawnego dla aktywisty z „zachodu” i stawiają dylematy niedające się wyczerpująco wyjaśnić poprzez teorię walki klas.

ARENA WALK

Region Donbasu coraz częściej nazywa się „Somalią Europy”. Porównanie to jest w dwójnasób słuszne, chociaż nie można powiedzieć, że Donbas stanowi linię starcia wpływów Zachodu i Rosji. Nie ulega jednak wątpliwości, że konflikt we Wschodniej Ukrainie narastał latami, podsycany zarówno przez Rosję, jak i USA. Donbas, podobnie jak Somalia, stał się areną walk imperialistycznych mocarstw w najbardziej efektownej, widowiskowej formie.

Niemały wkład w taki stan rzeczy należał również do miejscowej ludności. Aby tworzyć kolejne oddziały zbrojne przyjmujące broń skrycie dostarczaną przez rosyjskie państwo, po czym szmuglujące ją z powrotem przez rosyjską granicę i sprzedające rosyjskiej mafii, potrzeba było zarówno pomysłowości, jak i okrucieństwa.

Można zastanawiać się, czy rozwój wypadków nie wymknął się spod kontroli nawet Rosji, ale nie ulega wątpliwości, że w tej chwili to Kreml dyktuje warunki Zachodowi, a obecne stadium konfliktu jest utrzymywane tylko dlatego, że aktualnie jest to najkorzystniejsze dla Rosji.

NARODNYJE RIESPUBLIKI

Ogłoszenie niepodległości przez kolejne regiony Ukrainy – państwa wewnętrznie podzielonego, przeżartego przez kolejne kryzysy finansowe i polityczne, słabo uzbrojonego – było jeżeli nie nieuniknione, to na pewno w pełni wykonalne. Jednak marzenie o utrzymaniu ich niezależności zakrawało na absurd. Propozycje tworzenia jakichkolwiek anarchistycznych struktur, które zbrojnie miałyby opierać się jednocześnie Ukrainie i Rosji z całą jej potęgą militarną i finansowymi możliwościami, mają się do rzeczywistości tak, jak opowieści o budowaniu ruchu na świeżo podporządkowanych sobie przez Rosję terenach. W obecnej sytuacji na Wschodzie budowanie niezależnych od państwa struktur, tworzenie realnej alternatywy możliwe jest jedynie w granicach państwa ukraińskiego.

Choć przywykliśmy do tego, że politycy wycierają sobie mordy hasłami o demokracji i wolności, na donbaskich flagach znalazło się jeszcze jedno słowo – antyfaszyzm. Miał on oznaczać sprzeciw wobec przemocy kijowskiego rządu. Na współczesnej Ukrainie „antyfaszyzm” stał się synonimem bezmyślnej zbrodni i gwałtu na wszelkich zastanych prawach. Miną lata, zanim ruch anarchistyczny na Ukrainie będzie mógł zacząć choćby rozmawiać o przywróceniu rzeczywistego znaczenia pojęcia „antyfaszyzmu” w dyskursie publicznym.

Sencow po lewej, Kolchenko po prawej. Podpis: „Nasza solidarność ponad waszymi murami”

„PYTKI” ZNACZY „TORTURY”

W tym samym czasie, gdy pospolici bandyci ogłaszali się antyfaszystami, zaledwie 200 km dalej, w rosyjskim Rostowie nad Donem, pewien anarchista ze łzami w oczach śpiewał hymn Ukrainy. Wiosną 2014 roku na Krymie zatrzymani zostali czterej mężczyźni, w tym reżyser Oleg Sencow i 26-letni anarchista, internacjonalista, Aleksander Kolczenka. Scenariusz nie był wyrafinowany: worek na głowę, wilgotna piwnica, tortury, w końcu kraty moskiewskiego Lefortowa. W sierpniu 2015 roku w rosyjskim sądzie zapadł wyrok: 20 lat kolonii karnej dla Sencowa i 10 lat dla Kolczenki. Skazańcy objęli się ramionami i odśpiewali hymn Ukrainy: „nie umarła jeszcze Ukraina ani chwała, ani wolność, jeszcze do nas, bracia Ukraińcy, uśmiechnie się los…”.

Sencow i Kolczenka zostali skazani za działalność terrorystyczną – jeden z najcięższych zarzutów. Proces odbył się według starego radzieckiego wzorca: jest człowiek, znajdzie się paragraf. Dowodów nie było – jedynie zeznania Giennadija Afanasjewa i Aleksieja Czyrnego. Na wyrok nie wpłynął nawet fakt, że Afanasjew odwołał wszystkie swoje zeznania, wymuszone torturami. Był to zresztą akt prawdziwego heroizmu: po powrocie z rozprawy Krymianin został umieszczony w izolatce. Spędził w niej rok, dostał sepsy. W drodze negocjacji udało się wymienić Afanasjewa wraz z Sołoszenką (biznesmenem skazanym w Rosji za szpiegostwo) na 2 więźniów zatrzymanych za działalność prorosyjską. Kreml nie miał zresztą dużego wyboru – po śmierci Afanasjew stałby się symbolem groźniejszym niż żywy człowiek. Tortur nie uniknął również Czyrnyj, który zgodził się zeznawać przeciwko dwójce głównych skazańców, a który spędzi w więzieniu jeszcze 4 lata. Bicie, kopanie, duszenie maską gazową, rozbieranie, grożenie gwałtem, rażenie prądem, podtapianie – to tylko kilka przykładów.

FSB liczyło zapewne, że torturując Kolczenkę uda się wyciągnąć z niego informacje o innych anarchistach na Krymie, ale agenci nie dali rady zmusić go do podpisania czegokolwiek. Kolczenko ani sam nie przyznał się do winy, ani nie zdradził swoich przyjaciół.

Afanasjew i Czyrnyj wydają się w tym procesie osobami zupełnie przypadkowymi, wybranymi tylko po to, aby zmusić ich do złożenia zeznań przeciwko Sencowowi i Kolczence. Pokazowy proces to zemsta za działalność dwóch ostatnich, a wydane wyroki mają skutecznie odstraszyć tych, którzy tak jak oni odważyliby się sprzeciwić aneksji Krymu. Sencow namawiał Krymian do wzajemnej pomocy i samoorganizacji, zaś cała działalność terrorystyczna Kolczenki to udział w spotkaniach, klejenie plakatów, organizowanie demonstracji. Zanim na Krymie zawrzało, Aleksander studiował turystykę, pracował na poczcie, organizował kampanie przeciwko płatnej edukacji, udzielał się w ruchu pracowniczym, a także angażował się w działania antyfaszystowskie – w tym tradycyjnym znaczeniu – wspierał ofiary nacjonalistów w Rosji. Wtedy również niejednokrotnie przychodziło mu ponosić konsekwencje swojej anarchistycznej działalności – własnymi pięściami bronił się przed neonazistami.

JAK WOJNA ZMIENIA KRAJOBRAZ

Na Krymie jednak nie tylko ludzie potrafią znikać bez śladu, by po tygodniach, rodziny odnajdywały ich w rosyjskich więzieniach lub otrzymywały ich zwłoki. Zajmując ukraińskie tereny, Rosja rozpoczęła rabunkową eksploatację zasobów naturalnych: głównie kamienia budowlanego, piasku, żwiru. Kolejne kamieniołomy ruszają na terenach dotychczasowych parków narodowych, jak np. w Eupatorii, a według relacji mieszkańców niektóre góry po prostu… znikają. Narusza to równowagę tektoniczną w masywach skalnych, powstają osuwiska, zniszczone zostają systemy wód podziemnych.

Jeszcze bardziej niebywałe mogą wydać się historie o jeziorach pojawiających się nie w przeciągu lat, a zaledwie dni i tygodni. To wody gruntowe przebijają się przez ściany niezabezpieczonych, pozostawionych samych sobie kopalń w Donbasie. Przy braku jakichkolwiek działań kwestią czasu jest skażenie wód podziemnych całego regionu. Bardziej przerażające może wydawać się już chyba tylko wydobycie prowadzone przez brygady, do których bojownicy samozwańczych republik siłą rekrutują miejscową ludność.

Aktualna sytuacja na Ukrainie, w Donbasie czy na Krymie może wydawać się pełna sprzeczności, absurdów, niewiarygodnych, abstrakcyjnych, wręcz baśniowych elementów. Rozmowa o sytuacji ukraińskiej ludności i ruchu anarchistycznego na Ukrainie, przy całej złożoności trapiących ją problemów wymaga odejścia od schematów i dopuszczenia pewnej elastyczności pojęć. Potrzebę takiej dyskusji wymusza jednak na nas rzeczywistość. Sprawa jest nagląca: do tej pory jedynym współczesnym symbolem w relacjach polsko-ukraińskich stała się ukraińska flaga płonąca na marszu nacjonalistów.

Autorka: Adelina
Teksty zawarte w dziale publicystyka przedstawiają poglądy poszczególnych działaczy i działeczek. Nie przedstawiają oficjalnych stanowisk Federacji Anarchistycznej sekcji Kraków.
Artykuł ukazał się w piątym numerze “A-taku”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s