Paweł Chojnacki „Historia szaleństwa w wyniku anarchizmu – Augustyn Wróblewski 1866 – 1913 (?)”

Zdarza się, że jeden człowiek skupia w sobie niczym soczewka najistotniejsze i najbardziej charakterystyczne cechy, mody i style swojego miejsca i czasu. Zdarza się także, że zagęszczenie i wręcz zwyrodnienie tych cech jest tak wielkie, iż postać taka może przybrać kształt karykaturalny.

Kraków w okresie po rewolucji 1905 roku a przed pierwszą wojną światową to miejsce zadziwiające. W atmosferze galicyjskiej autonomii bez przeszkód prowadzą swe działania najróżniejsze ugrupowania polityczne. Stąd tez, gdy w Rosji szaleje kozacka nahajka i pobrzmiewają coraz rzadsze strzały z naganów, tu przybywają odetchnąć zarówno wielcy – od Piłsudskiego po Lenina – jak i mniejsi bojownicy. To także prawdziwy raj dla działalności prowokatorów i agentów carskiej Ochrany. Wszyscy ci ludzie pławią się w gęstym, mistycznym sosie Młodej Polski, która przeżywa właśnie swój rozkwit. Działa legendarny „Zielony Balonik”, na Plantach wieczorami wśród mgieł bez trudu spotyka się wędrujące chochoły, a dekadencja przedłużającego się niemiłosiernie końca wieku wyzwala postawy gdzie indziej nie możliwe. Studenci strajkują i demonstrują, artyści piją i tworzą, a przyjezdni zachłystują się wolnością planując kolejne powstania lub rewolucje.

Wiosną 1912 roku obiega Kraków informacja o pewnym procesie politycznym. Zarzuty brzmią bardzo poważnie: zbrodnia obrazy majestatu i obrazy członków domu cesarskiego oraz zbrodnia naruszenia spokoju i porządku publicznego. W dniu wizyty arcyksięcia Karola Franciszka i arcyksiężnej Zyty dwóch anarchistów rozrzuca odbitą na hektografie odezwę pod bezpretensjonalnym tytułem: „Arcyksiążę w Krakowie”. Główny oskarżony to Augustyn Wróblewski w tym czasie redaktor i wydawca między innymi „Sprawy Robotniczej”. Jak przystało na prawdziwego rewolucjonistę postanawia wykorzystać proces jako trybunę do głoszenia swych obrazoburczych poglądów. Znudzony sąd orzeka jednak „badanie stanu umysłowego” oskarżonego, które potwierdza, że jest on co prawda zdrowy, prezentuje jednak „cechy neuropatyczne”. Cały szum na nic – przywódca krakowskich anarchistów zostaje uniewinniony. Działalność Wróblewskiego jest jednak szeroko znana krakowianom już od początku wieku, a wspomniany proces stanowi tylko jej apogeum.

Pochodzi z rodziny nie byle jakiej, w pewien sposób nawet obligującej do, powiedzmy, nietypowych zachowań. Praprawnuk Maurycego Beniowskiego — słynnego konfederata i podróżnika oraz prawnuk Bartłomieja Beniowskiego uczestnika powstania listopadowego, później angielskiego radykała. Na tym tle ojciec – lekarz homeopata, katorżnik i zesłaniec, uczestnik powstania styczniowego, czy wychowywany w tym samym domu brat cioteczny – Walery, później jeden z wodzów Komuny Paryskiej, wreszcie starszy brat – Tadeusz, sławny adwokat, mason i bibliofil nie mogą już wywołać większego zdziwienia. Młodość mija Augustynowi na studiowaniu i prowadzeniu działalności wywrotowej w Petersburgu i Rydze. Jest w jednym kółku marksistowskim z Ignacym Mościckim (w starszym wieku zostanie prezydentem Rzeczypospolitej). Ta rewolucyjna biografia zostaje w sposób naturalny przypieczętowana aresztowaniem i kilkumiesięcznym więzieniem. W końcu opuszcza Rosję i studiując w Szwajcarii (gdzieżby indziej?) zostaje doktorem filozofii, specjalizując się w chemii fizjologicznej. W 1901 roku rozpoczyna wykłady na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Nie jest mu jednak dane prowadzenie wymarzonej działalności naukowej. Popada w konflikt z władzami uczelni, załamuje się nerwowo i z objawami paranoi ląduje w szpitalu dla umysłowo chorych. Uważając siebie za zdrowego i prześladowanego decyduje się na brawurową ucieczkę do Szwajcarii. Tam zostaje wprawdzie uznany za zdrowego, ale o powrocie na nieprzychylny uniwersytet nie ma mowy.

Wiedziony wrodzoną potrzebą aktywności otwiera nową kartę swojego życia – angażuje się w działalność skierowaną przeciw szerzącym się: alkoholizmowi, prostytucji, masturbacji, handlowi kobietami i innym podobnym brudnym plagom atakującym od niepamiętnych czasów moralność człowieka. Redaguje i wydaje pisma o tak wymownych tytułach jak „Przyszłość”, „Czystość”, „Trzeźwość”, jest aktywny w Lidze Austriackiej do Zwalczania Handlu Dziewczętami, działa w tajemniczym Międzynarodowym Zakonie Dobrych Templariuszy. W zaborze rosyjskim wybucha jednak rewolucja i we Wróblewskim odzywa się gorąca krew prawdziwego bojownika. Wyjeżdża do Warszawy, gdzie jest chyba aktywny, skoro zostaje na jakiś czas osadzony w carskim więzieniu śledczym. Rewolucja zostaje jednak stłumiona i nie pozostaje mu nic innego jak powrót do Galicji. Rozpoczyna się najbardziej twórczy okres w życiu naszego bohatera. Wtedy powstaje jego oryginalna ideologia – „czerwona religia”.

Augustyn Wróblewski głosi, że katolicyzm się przeżył i istnieje natychmiastowa potrzeba zreformowania religii. Do tego „proletariat przejawia żywą żądzę wyrwania się z kleszczów psychicznego ciemięstwa kleru”. Szkoła wyznaniowa, małżeństwa kościelne, dogmatyzm i fanatyzm muszą być przezwyciężone. U podstaw nowej religii legną argumenty naukowe, tylko takie mogą być bowiem przyjęte przez rozumnego i oświeconego człowieka. Tęsknota religijna jest czymś naturalnym i wytłumaczalnym naukowo, powinna się realizować drogą mistycyzmu rewolucyjnego i samodzielnego „organizowania psychicznego”. Emanacje poczucia religijnego polegają na kontemplacji piękna przyrody, przyjaźni i braterstwa między ludźmi, czy nawet podczas manifestacji robotniczych: „Wybuchy uczuć i okrzyki rewolucyjne przy manifestacjach i rozruchach, to są prawdziwe emanacje poczucia religijnego, istotne modlitwy” – pisze. Narzędziem poznania mistycznego pozostaje ekstaza, która cechuje się zniknięciem świadomości własnego Ja”, czasu i przestrzeni, wyobraźni i pojęć (uwaga – nie wolno jej mylić z ekstazą narkotyczną!). (…)

Radykalne poglądy Wróblewski wspiera działaniami o charakterze prowokacji obyczajowej. Legenda mówi, że miał w zwyczaju wyprowadzać swe psy na spacer w niedzielę, w chwili wychodzenia krakowskiej śmietanki towarzyskiej z kościoła Św. Anny. Ostentacyjnie je nawoływał, a wabiły się… „Jezus” i „Maryja”. Cóż, nie jest lubiany. Po wspomnianym procesie spotykają go kolejne kłopoty sądowe. Na ul. Kanoniczej wdaje się w bójkę z tajniakiem, co staje się bezpośrednią przyczyną drugiego procesu. Dotyczy on: zbrodni obrazy religii, zbrodni gwałtu publicznego, oporu władzy, usiłowania ciężkiego uszkodzenia ciała i przedruku skonfiskowanych artykułów. Ostateczna lista zarzutów obejmuje aż 11 przewinień. Zostaje jednak Wróblewski uwolniony od większości stawianych zarzutów i skazany na 30 koron grzywny za przewinienie prasowe. Prześladowania anarchisty trwają: prokuratura wnosi odwołanie od wyroku. Odbywa się kolejna rozprawa, ale Wróblewskiego nie ma już w Krakowie. Ucieka do Paryża. Co tam robi?

Z datą 1. 09. 1913 ogłasza „Czarną listę agentów prowokatorów polskich?”. Oskarża o wysługiwanie się, głównie rządowi rosyjskiemu, własną żonę, brata i całą plejadę postaci życia publicznego. Jest to niewątpliwy dowód poważnego załamania nerwowego. Dalsze jego losy nie są znane. Prawdopodobnie prowadzi jeszcze jakiś czas działalność anarchistyczną w Paryżu i umiera w „domu obłąkanych”.

Odbija więc Wróblewski jak w krzywym zwierciadle idee i dążenia swojego niezwykłego czasu. Jego niewątpliwa nadwrażliwość, przekraczająca granice szaleństwa i doprowadzająca do tragicznego finału przyczynia się jednak do wyjaskrawienia poglądów i swoistego „wydestylowania” treści, które inni prezentowali w sposób mniej radykalny i bezkompromisowy. Czy można więc powiedzieć, że chora osobowość twórcza pomogła w sformułowaniu pewnej syntezy, stającej się powoli karykaturą? I tak i nie. Nie jest bowiem Wróblewski kompletnie izolowanym maniakiem i wariatem. Skupia wokół siebie grono uczniów i sympatyków, utrzymuje kontakty z wieloma postaciami epoki (od Daszyńskiego po Wyspiańskiego). Staje się jednym z bohaterów „Słówek” Boya-Żeleńskiego, a jako Augustyna Rigoletto możemy go spotkać na kartach „Zakopanoptikonu” Andrzeja Struga. (…)

Powyższy tekst jest fragmentem artykułu który ukazał się w Wolnym Magazynie Autorów „Mać Pariadka” nr 1/01

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s